Ostatni duch morza
Foka mniszka śródziemnomorska
Foka mniszka śródziemnomorska jest jednym z najrzadszych ssaków morskich na świecie. Zostało ich może siedemset, może osiemset na całej planecie — mniej niż mieszkańców niejednej wioski. Kiedyś żyły w całym Morzu Śródziemnym, wylegiwały się na plażach, były tak pospolite, że starożytni bili na ich cześć monety. Dziś są cieniem, który czasem przemknie w grocie.
Wody wokół Zakynthos, chronione jako Narodowy Park Morski, są jednym z niewielu miejsc, gdzie wciąż się je spotyka. Nie na plaży — plaże oddały człowiekowi dawno temu, wygnane hałasem i tłumem. Wycofały się do morskich grot, do niedostępnych zatok, do skalnych szczelin, gdzie fala wchodzi i wychodzi, a człowiek zagląda rzadko.
Nazwa „mniszka” wzięła się od barwy — ciemny, brązowo-szary grzbiet jak habit — i od samotniczego trybu życia. Foka mniszka nie tworzy wielkich stad wylegujących się na słońcu jak jej krewniaczki z zimnych mórz. Żyje samotnie albo w małych grupach, ukryta, ostrożna, płochliwa. Nauczyła się bać człowieka, i słusznie, bo to człowiek doprowadził ją na skraj.
Zabijali ją rybacy, bo rozrywała sieci i podbierała ryby. Zabierało jej miejsce budownictwo, turystyka, hałas silników. Truło ją zanieczyszczone morze. Każda z tych rzeczy z osobna byłaby do przetrwania. Wszystkie razem prawie ją wykończyły. To klasyczna historia znikania: nie jedna wielka katastrofa, lecz tysiąc małych, które składają się na koniec.
A jednak trwa. W grotach zachodniego wybrzeża, w okolicach, gdzie klify spadają wprost do głębokiej wody i nie ma plaż dla ludzi, foki mniszki wciąż rodzą młode. Samica wybiera grotę z ukrytą, suchą półką, na której szczenię jest bezpieczne od fal i wzroku. Tam, w ciemności i szumie wody, przychodzi na świat jeden z najrzadszych ssaków Ziemi.
Zobaczyć ją to jak zobaczyć ducha. Większość rybaków, którzy całe życie pływają tymi wodami, widziała ją może kilka razy — ciemny kształt, który wynurza się na chwilę, patrzy i znika. Nurkowie czasem natrafiają na nią w grocie i zamierają, bo wiedzą, jak rzadki to moment. Nie da się jej zaplanować, nie da się kupić wycieczki „na fokę”. Można tylko być na wodzie odpowiednio długo i mieć szczęście.
Właśnie dlatego jej obecność tyle znaczy. Foka mniszka jest wskaźnikiem — jeśli ona tu jest, znaczy, że morze wciąż żyje, że jest dość ryb, dość ciszy, dość niedostępnych zakątków. Chroniąc ją, chroni się całą sieć życia, która ją utrzymuje. Park Morski Zakynthos powstał dla żółwi, ale foka korzysta z niego tak samo — a jej obecność jest najlepszym świadectwem, że ochrona działa.
Jest w niej coś, co porusza mocniej niż uroda żółwia czy delfina. Może to skrajna rzadkość — świadomość, że patrzysz na gatunek, który niemal zniknął. Może samotność, ta habitowa powaga. A może to, że foka mniszka patrzy na człowieka wzrokiem, w którym jest i strach, i coś jakby wyrzut. Jakby pamiętała, kto ją tu zapędził.
Nie szukaj jej. To najlepsza rada, jaką można dać. Nie płyń do grot, żeby ją znaleźć, nie ścigaj, nie zaglądaj do szczelin, w których mogłaby rodzić. Foka mniszka potrzebuje jednego, czego człowiek daje najmniej chętnie: żeby ją zostawić w spokoju. Jeśli będziesz miał szczęście, sama się pokaże — na sekundę, w drodze, ciemny kształt w turkusowej wodzie. I to ci wystarczy na resztę życia.
Zobaczyć ją to jak zobaczyć ducha — większość rybaków przez całe życie nie ma tego szczęścia.